RSS

Być może – na pewno

31 marca 2010

Tylko dla odważnych

Zanim kobieta i mężczyzna staną się małżeństwem, ich związek ma za sobą co najmniej dwa ważne etapy – „chodzenie” i narzeczeństwo. Czym właściwie różnią się między sobą i kiedy zakończyć pierwszy, a rozpocząć drugi?


Cezura 2 lat

Chodzić z kimś to znaczy tworzyć związek oparty na wyłączności, a jednocześnie związek całkowicie nieformalny, bo niemal w każdej chwili można go zakończyć. Polega na byciu razem, poznawaniu się, dobrej zabawie, budowaniu przyjaźni… Wszystko ma służyć temu, by odpowiedzieć sobie na pytanie: czy osoba, z którą teraz jestem, jest właśnie tą, którą chcę kochać do końca życia? Kiedy odpowiedzieć sobie na to pytanie? Psychologowie wskazują, że po mniej więcej dwóch latach bycia w związku nadchodzi czas na podjęcie decyzji. Dwa lata to wystarczająco długo, by się dość dobrze poznać i móc zdecydować, czy to właśnie „ta” osoba. Jednocześnie nie jest to okres zbyt długi. Ma to dobre strony: nie wygasła jeszcze pierwsza fascynacja, nie przyszły poważne kryzysy czy znudzenie drugą osobą, które mogą doprowadzić do rozpadu związku, jeśli w odpowiednim momencie nie nastąpiło większe zaangażowanie partnerów.

Zatem mniej więcej po dwóch latach powinna przyjść chwila prawdy. Albo decydujemy się na wspólną przyszłość, czyli postanawiamy się zaręczyć, a w dalszej perspektywie pobrać. Albo… jeśli po dwóch latach nie jesteśmy w stanie bardziej zaangażować się w tę relację, być może czas ją zakończyć. Ostatnie zdanie może brzmi kontrowersyjnie i nie wszyscy się z nim zgodzą. Jednak teraz interesują mnie ci, którzy decydują się zaręczyć i wchodzą w etap narzeczeństwa.Celem narzeczeństwa jest przygotowanie się do sakramentu małżeństwa i do życia w małżeństwie. Spotkałam się z różnymi zaleceniami co do długości trwania tego etapu. Zamykały się one w okresie od roku do 2 lat.

Skok w zaangażowanie…

Chodzenie i narzeczeństwo różnią się od siebie. Niektóre pary (zwłaszcza ich kobieca połówka :) ) mówią, że po zaręczynach rzeczywiście czują, że jest inaczej. Niezależnie od subiektywnych odczuć wiele się zmienia w relacji narzeczonych w porównaniu do relacji chłopak – dziewczyna.

Oto kilka płaszczyzn, na których zmiany te są szczególnie widoczne:

Relacja do Pana Boga. Kiedy dziewczyna i chłopak zaczynają ze sobą chodzić, dopiero poznają swoje światopoglądy, wymieniają doświadczenia. Jeśli są wierzący, mogą od początku zapraszać Boga, by był obecny w ich relacji. To zapraszanie może być bardzo konkretne: w modlitwie osobistej czy wspólnej z chłopakiem / dziewczyną, w modlitwie w intencji jej / jego i relacji. Zapraszamy Boga także przez to, że od początku chcemy naszą relację budować na Jego przykazaniach: w prawdzie, czystości, ucząc się miłości. Te wszystkie sprawy mogą wypłynąć na początku budowania relacji, ale wcale nie musi tak być. Mogą się ujawniać stopniowo, w miarę poznawania się i otwierania na siebie nawzajem. Inaczej to wygląda u narzeczonych. Jeśli chodząc ze sobą, narzeczeni nie rozmawiali na tematy wiary, narzeczeństwo to czas, kiedy taka rozmowa musi nastąpić – czy przy decyzji o ślubie kościelnym, czy podczas kursu przedmałżeńskiego, gdzie dowiadują się o czymś takim, jak modlitwa małżeńska (wspólna modlitwa małżonków), czy o deklaracji o katolickim wychowaniu dzieci. Jeśli jedno z nich jest niewierzące, mają o czym rozmawiać ;) A jeśli nie rozmawiali dotąd na temat ich relacji do Boga po prostu z powodu braku otwartości w tej sferze, to też najwyższy czas, by dać świadectwo wiary i zastanowić się, jak ma wyglądać ich relacja z Bogiem już jako małżonków.

Poznajemy się. Kiedy zaczynamy ze sobą chodzić, to nawet jeśli znaliśmy wcześniej tę osobę, poznajemy ją na nowo. Dowiadujemy się, co on / ona lubi, jak spędza czas, jak reaguje w różnych sytuacjach, jaki ma system wartości. Opowiadamy sobie nawzajem historie życia. W narzeczeństwie zaczynamy się poznawać na innym poziomie – pod kątem przygotowania do wspólnego budowania rodziny. Bliżej poznajemy rodzinę partnera, tworzymy wspólną wizję tego, jak ma wyglądać nasza nowa rodzina. Zaczynamy patrzeć na drugą osobę jako na przyszłego męża i ojca czy też żonę i matkę.

Komunikacja. Płaszczyzna komunikacji łączy się z wzajemnym poznawaniem się. Etap chodzenia to radosne odkrywanie możliwości porozumienia z drugą osobą. Być może pojawiają się konflikty, które uczymy się rozwiązywać, ale im głębsze zaangażowanie w związek, tym trudniejsze kwestie do rozważenia. Gdy się z kimś chodzi, pewnych spornych spraw można nie poruszać. Gdy podejmuje się decyzję o wspólnym życiu, prędzej czy później trzeba sobie takie sprawy wyjaśnić. Ponieważ pojawiają się trudniejsze problemy, rozmowa i wyjaśnianie może już nie przychodzić spontanicznie i łatwo. Jest to więc czas, kiedy powinniśmy uczyć się mówić o swoich emocjach, także wtedy, gdy są to emocje trudne – zarówno do przeżywania, jak i wyrażania. I jeśli nie mieliśmy dotąd okazji, by uczyć się rozwiązywać konflikty, powinniśmy na tę naukę wykorzystywać te, które się pojawią (np. w czasie przygotowań do ślubu czy wesela – radosne to wydarzenia, ale również konfliktogenne ;) ). Ta nauka będzie owocować w małżeństwie.

Intymność. I w tej sferze wiele się zmienia po zaręczynach. Jeśli mamy postanowienie trwania w czystości, to jest oczywiste, że mamy granice bliskości fizycznej, których nie przekraczamy. W czasie chodzenia nasza bliskość zwiększa się stopniowo. Kryje się za nią duża doza niepewności co do losów związku i – paradoksalnie – ułatwia to przestrzeganie naszych granic. Akcent pada na czułość i radość z bycia razem. Po zaręczynach istnieje ryzyko, że poczujemy się w związku zbyt pewnie. Skoro uznamy, że i tak przecież będziemy mężem i żoną, łatwiej może dojść do „naginania” granic, które miały być nieprzekraczalne. Zbyt rozbudzona sfera seksualna – niekoniecznie nawet przez współżycie – może sprawić, że radość z bycia blisko i czułość zostaną zepchnięte na dalszy plan przez poszukiwanie nowych doznań. Ryzykowne jest poczucie, że jesteśmy prawie małżeństwem, więc więcej wolno. Trzeba na to uważać. Ale prócz tego narzeczeństwo to czas, który w pozytywny sposób można wykorzystać na to, by jak najlepiej przygotować się do współżycia. Jest mnóstwo dobrych książek mówiących o „seksie po chrześcijańsku”. Można się z nich wiele dowiedzieć, uniknąć stresów i radośniej przeżywać współżycie w małżeństwie – i to pierwsze, i każde następne. To też czas, kiedy kobieta powinna poznać swój naturalny cykl, dzięki czemu rozpoczynając współżycie, małżonkowie będą mogli świadomie i bez lęku planować powiększenie rodziny.

Stopnie miłości. Psychologowie mówią, że prawdziwa miłość (rozumiana jako zaangażowanie całego człowieka, nie tylko sfery emocjonalnej, ale i woli) w relacji pojawia się mniej więcej po 5 latach. Gdy mówimy o początkowych etapach relacji, prawdopodobnie nie jest to jeszcze taka miłość, ale jej zaczątki – coś, co może się przerodzić w prawdziwą, głęboką więź. W miłości małżeńskiej wyróżnia się 3 komponenty: namiętność, bliskość psychiczną i zaangażowanie wiążące się ze wspólnie podjętą odpowiedzialnością. W etapie chodzenia największą rolę odgrywa namiętność rozumiana jako zauroczenie, fascynacja, zakochanie. To ona sprawia, że dwie osoby w ogóle chcą się poznawać i zaczyna się między nimi tworzyć psychiczna więź. Najmniejszą rolę odgrywa tutaj zaangażowanie, właściwie istotą chodzenia jest, że nie niesie ono za sobą większych zobowiązań. Na etapie narzeczeństwa proporcje zaczynają się zmieniać. Nadal bardzo ważna jest namiętność, ale również psychiczna bliskość jest dużo większa niż na początku trwania relacji. A ponieważ narzeczeni chcą budować wspólną przyszłość, zaczynają planować ślub i wesele, muszą pomyśleć o środkach na utrzymanie, gdy rozpoczną życie „na swoim”. Pojawiają się zobowiązania, konieczność wzięcia odpowiedzialności za siebie i drugą osobę, jednym słowem trzeci komponent, zaangażowanie, zyskuje dużą wagę.

Jak wspomniałam na początku, między chodzeniem a narzeczeństwem są istotne różnice. Każda relacja dojrzewa do tego, by w odpowiednim momencie przejść do kolejnego etapu. Decyzji nie można podejmować pochopnie, ale jednocześnie trzeba uważać, by nie przegapić chwili, w której należało zadecydować. Jeśli wiemy, że jest przy nas odpowiednia osoba, nie bójmy się pójść o krok dalej, bardziej zaangażować. Każdy kolejny etap relacji niesie z sobą nowe wyzwania, ale też daje szansę na jeszcze większą miłość!

Magdalena Urlich

Wpis: Magdalena

Tagi: , , ,

2 Komentarze

  1. Wojtek

    Ciekawe spojrzenie od strony psychologii.
    Odnośnie do stopni miłości, to myślę, że w chodzeniu ze sobą też musi występować zaangażowanie i idąca za tym odpowiedzialność (oczywiście w mniejszym stopniu niż w narzeczeństwie), żeby był to dobry związek. Rozumiem, że największą rolę odgrywa tu namiętność, ale jeśli przyjmiemy, że „istotą chodzenia jest że, nie niesie ono za sobą większych zobowiązań”, to bardziej jest to zabawa niż związek, a przecież nie o to chodzi. Dlatego uważam, że młodzi ludzie już w czasie chodzenia ze sobą powinni stopniowo przyjmować odpowiedzialność za związek i drugą osobę, choćby nawet znajomość ta nie doprowadziła ich do małżeństwa. Wtedy przynajmniej rozstaną się w dobrej atmosferze i ze związku wyniosą cenne doświadczenie.

  2. Madzia U

    z tym zaangażowaniem nie chodzi tylko o odpowiedzialność, bo jasne, że jakąś odpowiedzialność zawsze się powinno brać za relację, ale o rzeczy, które „wiążą” w stylu wspólne mieszkanie, wspólne dzieci ;)

Zostaw komentarz