RSS

„Bóg map nie rozdaje”

12 kwietnia 2010

Czytelnia, Formacja

Różne są drogi Boga do człowieka, Jego „system” wciąż jest dla nas lekcją, pomagającą przetrwać trudne dni. Jak śpiewa jeden z zespołów „Bóg map nie rozdaje”, więc sami wciąż musimy szukać Jego drogowskazów i śladów w naszym życiu.

Zapewne każdy z nas w swoim życiu niejednokrotnie przeżywał jakiś kryzys. Jest to najmniej oczekiwany i lubiany przez nas moment, w którym wciąż tkwi w nas przekonanie, że wszystko jest jakieś dziwne, trudne, bez sensu. Są chwile, kiedy Bóg wydaje się daleki, nieobecny, jakby o nas zapomniał. Są chwile, kiedy my sami czujemy, że się od Niego oddalamy, że mało On nas obchodzi, czujemy do Niego obojętność i niechęć. Wszystko to, choć dla nas niezrozumiałe, jest jednocześnie bardzo często zapowiedziane przez Kogoś, kto chcę nas przygotować na ten trudny czas naszego rozwoju.

Przypomnijmy sobie sytuacje, które miały miejsce przed kryzysem. Czas (można by go nazwać błogim), kiedy mamy ochotę się modlić, pracować i poświęcać dla innych. Kiedy każda napotkana trudność nie wydaję się aż tak bardzo straszna. Czujemy, że chce nam się żyć i jednocześnie nie możemy zrozumieć tych, którzy myślą inaczej.

Niejednokrotnie w takich chwilach przeżywamy w nas coś, czego nie potrafimy określić żadnym słowem, każde zaś słowo które próbujemy dopasować jest nieadekwatne, wciąż nie wyrażające tego, co chcielibyśmy przez nie uzewnętrznić. Romano Guardini, niemiecki teolog bardzo prosto, a zarazem dosadnie określa te stany nazywając je „doświadczeniem religijnym”.

Jednym z nich jest jakaś nagle pojawiająca się chwila, która daje wrażenie jakby coś w nas się rodziło, pobudzało pamięć o istnieniu rzeczy wyższych. Będąc w jakimś pomieszczeniu, odczuwamy czyjąś ciepłą obecność, która sprawia nam ogromną radość i niesie niczym niepohamowany pokój w nas i wokół nas. Może nie jesteśmy tego świadomi, może nam się wydawać, ze coś jest z nami nie w porządku, jednak jest to moment, w którym On przychodzi do nas… Moment, w którym utwierdzamy się w przekonaniu, ze nie jesteśmy sami w naszym życiu, ze Ktoś wciąż nieustannie troszczy się o nas. Bóg jest „namacalnie” obecny. Transcendentny, a zarazem bezgranicznie bliski.

Zdarzają się i takie sytuacje i są one dla nas codziennością, kiedy przeżywamy w sobie konflikt moralny. Toczy się w nas walka, bo przecież zarówno nasza pycha i egoizm, jaki i sumienie mają swoje racje. Bardzo trudno jest nam wybrać głos sumienia, musimy niejednokrotnie nieźle się namęczyć. Czasami podczas tej walki nagle coś dzieje się w nas. Dostrzegamy „coś” tajemniczego, co sprawia że dobro staje się dla nas tak bardzo oczywiste, iż kłócenie się ze sobą oraz próba pójścia na kompromis z własnym egoizmem staje się zupełnie bezsensowna, bezpodstawna. Uświadamiany sobie nagle, że istnieje jakaś rzeczywistość piękna, która jest poza nami, a wtedy dobro staje się jedyną drogą ku tej przestrzeni. Towarzyszy temu wszystkiemu radość i pokój.

Oczywiście, musimy sobie zdać sprawę z tego, że takie momenty nie są stale obecne w naszym życiu. Owo doświadczenie religijne zawsze przychodzi znienacka. Jego istnienie nie jest określone żadnymi przepisami. Ono po prostu jest. Przychodzi zawsze w momencie najbardziej właściwym, uznanym przez Siłę Wyższą. Uczucia tego nie można porównać do innych uczuć. To wszystko dokonuje się w nas, a w przestrzeni poza nami . Guardini mówi, że rożna jest czystość tego doświadczenia; „może występować wyraźnie zgodnie ze swoją właściwością, ale może też być mieszana z uczuciem światowym, z wrażeniami estetycznymi lub erotycznymi.”

Ilu jest ludzi, tyle miejsc ujawnienia się doświadczenia, jego przeżywania i jego rodzajów. Wyobraźmy sobie, że jest piękny, słoneczny dzień, niebo jest błękitne, wokoło słychać szum wiatru, szeleszczących pod jego batutą liści oraz wkomponowany w to wszystko śpiew ptaków. Cudowny czas, budzący dobre wspomnienia lub więcej – podobny do jakiegoś „sacrum”, które, jak pisze Guardnini, jest czymś co „wzbudza uczucie szacunku, takiej czci, jakiej nie odczułby przed żadną wyłącznie ziemską sprawą.”

Coś, co możemy określić jako tajemnicze dzieje się też wtedy, gdy doświadczamy jakiegoś nieszczęścia. Mamy pretensje do Boga, że zesłał na nas jakieś niepowodzenie. Taka jest ludzka natura: potrafi przyjąć tylko to, co przychodzi łatwo i jest radosnym elementem życia. Ale i w trudnych momentach Bóg chce przemówić, zapewnić o swojej nieustannej obecności. Trudno nam również zrozumieć, kiedy nasi bliscy przeżywają kryzys. A może Bóg nie chce, abyśmy doświadczyli Go do końca osobiście? Może nasze uczestnictwo ma się objawić przez cierpienie innych?

Co w takim razie powinniśmy zrobić w obliczu takiego doświadczenia? Guardini mówi, że możemy je pielęgnować, słuchając w ten sposób, co pragnie nam powiedzieć. Wówczas staje się ono czymś głębszym, co nas kształtuje, zbliża do Boga i ludzi; ale można również kompletnie się nim nie interesować, a wtedy działanie będzie miało przeciwny skutek.

Kryzys jest swego rodzaju sprawdzeniem naszej ufności i wiary. W trudnych momentach nieustannie trzeba sobie przypominać nasze Góry Tabor – miejsca szczególne spotkania z Bogiem, które stają się siłą do przetrwania trudnych, niezrozumiałych dla nas momentów. Wciąż nam przypominają, że nie jesteśmy sami.

Beata Pochopień

Wpis: Magdalena

Tagi: ,

Zostaw komentarz