W minioną sobotę o godz. 8:56 czasu polskiego w Smoleńsku rozbił się samolot Tupolew 154M. Na pokładzie znajdowało się 96 osób w tym Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński z Małżonką. Ofiary katastrofy leciały na uroczystości związane z 70. rocznicą katyńskiego mordu. Jutro, 14 kwietnia będziemy obchodzić kolejny Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia.
Myślę o tych wszystkich, którzy zginęli w ostatniej dniach: o tych, których nazwiska znajdują się na przeklętej liście i o tych, którzy umarli w zaciszach swych domów, w szpitalach albo na ławkach w parku. Myślę o swoich i twoich bliskich, którzy odeszli. I w pierwszej chwili chcę, żeby byli sławni, chcę, żeby się za nich modliła cała Polska, żeby mówiono o nich w przemówieniach i kazaniach. Ale zaraz potem pragnę, aby na zawsze pozostali anonimowi dla tłumu, a znani jedynie w swych małych społecznościach. Bo być może w nich mają szansę na dłuższą pamięć i szacunek. Bo starego dziadka, małego dziecka, czy nawet dzielnicowego świętej pamięci pijaka nikt nie zmiesza z błotem w onetowym albo youtubowym komentarzu.

12 kwietnia 2010 godzina: 21:09
Dzięki Madziu !
13 kwietnia 2010 godzina: 09:11
To nie tylko śmierć elity polskiego narodu.
W tym samolocie umarło coś z każdego z nas i narodziło się na nowo coś innego, niezwykłego. Co? Mam nadzieję że nowa, lepsza Polska…
Mam nadzieję że nowy ja i nowy Ty…
13 kwietnia 2010 godzina: 22:37
Znajomy mi ksiądz wrzucił po tragedii taki opis na gadu-gadu „Czy trzeba umrzeć, by o człowieku coś dobrego powiedzieli?”. No właśnie. Czy trzeba?
14 kwietnia 2010 godzina: 09:26
Czasem trzeba umrzeć, żeby doczekać się jeszcze większych oczernień niż za życia.
14 kwietnia 2010 godzina: 23:38
Szłam dziś przez Wrocław, mijałam wesołe miasteczko, które przyjechało do nas jakoś przed Wielkim Postem bodajże… Z racji żałoby narodowej oczywiście cisza, wesołe miasteczko milczy. I taka myśl mi przyszła: w Wielkim Poście tu huczało, co więcej w Wielkim Tygodniu huczało, w Triduum huczało… Dziś – 4 dni po tragedii pod Smoleńskiem – cisza. Z racji żałoby. Gdy przeżywaliśmy śmierć Jezusa – też w pewnym sensie trwaliśmy w żałobie… Dlaczego wtedy nie potrafili tego uszanować?
15 kwietnia 2010 godzina: 21:34
Do śmierci Jezusa żeśmy się przyzwyczaili. Do śmierci 96 Polaków, śmierci w katastrofie lotniczej – nie. Może dlatego.
A może z zupełnie innego powodu… bo teraz to trzeba, nakaz państwowy i nakaz przyzwoitości.
A może z zupełnie innego powodu…
A może to pytanie retoryczne i niepotrzebnie staram się cokolwiek napisać…